Czy da się wyprodukować szczęście?
Mamy na nie całkiem sporo sposobów.
Możemy pobiegać. Możemy wyjść na słońce, zjeść coś dobrego, spotkać się z kimś bliskim, wziąć zimny prysznic, pójść na trening, posłuchać muzyki. Możemy zadbać o sen, ograniczyć światło niebieskie, wyjść na spacer. W internecie znajdziemy do tego gotową instrukcję obsługi: Endorfiny. Serotonina. Dopamina. Oksytocyna. Czyli hormony szczęścia. Brzmi obiecująco. Wystarczy tylko wiedzieć, który przycisk nacisnąć. Tyle że człowiek, jak zwykle, okazuje się trochę bardziej skomplikowany.
Hormony szczęścia nie są przyciskiem „dobry nastrój”
Endorfiny, serotonina, dopamina i oksytocyna rzeczywiście mają ogromne znaczenie dla tego, jak funkcjonujemy. Wpływają na wiele procesów zachodzących w naszym organizmie, ale określenie ich wszystkich mianem „hormonów szczęścia” jest dużym uproszczeniem.
Dopamina na przykład nie jest po prostu substancją odpowiedzialną za przyjemność. Jest neuroprzekaźnikiem zaangażowanym między innymi w motywację, uczenie się, uwagę i system nagrody. Oksytocyna wiąże się z budowaniem więzi i relacjami społecznymi, ale jej działanie również nie sprowadza się do prostego równania: oksytocyna = szczęście. Serotonina uczestniczy w regulacji nastroju, ale również snu, apetytu i wielu innych procesów. Endorfiny natomiast są częścią naszego systemu przeciwbólowego. Mogą być uwalniane podczas wysiłku, szczególnie kiedy jest on dla organizmu wymagający.
To wszystko jest fascynujące. Ale, uwaga, jeszcze ciekawsze jest coś innego.
Nasze ciało nie zostało zaprojektowane po to, żebyśmy byli cały czas szczęśliwi.
Zostało zaprojektowane po to, żebyśmy mogli żyć. Zdziwiona?
A gdzie w tym wszystkim jest ruch?
Ruch rzeczywiście może poprawiać nasze samopoczucie. Nie dlatego, że podczas każdego treningu uruchamiamy magiczną fontannę hormonów szczęścia. Aktywność fizyczna wpływa na funkcjonowanie mózgu i całego organizmu. Może pomagać regulować napięcie, poprawiać jakość snu, wspierać funkcje poznawcze i wpływać na nastrój. Znacznie rzadziej mówi się jednak o tym, że ruch może zmienić nasze doświadczenie własnego ciała.
Możemy poczuć, że jesteśmy silniejsi niż myśleliśmy. Że potrafimy wejść po schodach bez zadyszki. Że po całym dniu siedzenia nasze plecy wreszcie mogą się poruszyć. Że potrafimy utrzymać równowagę. Że umiemy zrobić coś, czego jeszcze kilka tygodni temu nie potrafiliśmy.
Owszem, w dużej mierze to kwestia fizjologii, ale przede wszystkim, dla nas - doświadczenie sprawczości. I to właśnie dlatego ruch potrafi zrobić dla naszego samopoczucia tak dużo.
Nie każdy trening daje szczęście
Mówię to głośno i z pełną odpowiedzialnością.
Jeżeli trening jest dla Ciebie kolejnym obowiązkiem, karą za zjedzony posiłek albo sposobem na zasłużenie na własne ciało, trudno oczekiwać, że automatycznie poprawi Twoje samopoczucie. Możesz nawet zrobić wszystko „zgodnie z instrukcją”: Pójść na siłownię, zrobić trening, pobiegać, zjeść odpowiednie produkty, położyć się wcześniej. A mimo to nadal czuć się źle. I to nie znaczy, że coś robisz źle.
Człowiek nie jest projektem, który można doprowadzić do stanu permanentnego dobrostanu za pomocą odpowiedniej liczby spacerów i gramów białka.
Szczęście nie mieszka w jednym miejscu
Nasze samopoczucie jest wynikiem ogromnej liczby procesów, które zachodzą jednocześnie. Wpływają one na nie sen, relacje, stres, zdrowie, środowisko, sposób odżywiania, ruch, odpoczynek, poczucie bezpieczeństwa, sytuacja życiowa i wiele innych rzeczy. Czasem potrzebujemy spaceru. Czasem treningu. Czasem snu. Czasem rozmowy. Czasem lekarza, psychologa albo psychiatry. A czasem po prostu potrzebujemy przestać od siebie wymagać, że będziemy szczęśliwi.
To chyba jedna z bardziej przewrotnych rzeczy, których nauczyła mnie praca z ludźmi.
Przychodzimy po plan. Chcemy wiedzieć, co zrobić, żeby mieć więcej energii, mniej stresu, lepiej spać, lepiej wyglądać i lepiej się czuć. I często rzeczywiście możemy coś zmienić. Nie wszystko jednak da się naprawić treningiem, uregulować dietą. Nie każdy smutek jest niedoborem serotoniny. Nie każde zmęczenie wymaga większej dyscypliny. I nie każde gorsze samopoczucie oznacza, że powinniśmy zrobić coś jeszcze.
Może więc zamiast „jak poczuć szczęście?” warto zapytać inaczej
Czego właściwie potrzebuje teraz mój organizm?
Czy potrzebuję ruchu?
Czy potrzebuję odpoczynku?
Czy jestem głodna?
Czy jestem przebodźcowana?
Czy od kilku dni śpię za mało?
Czy moje ciało jest napięte, bo cały dzień siedzę przy komputerze?
Czy może wydarzyło się coś, z czym trudno mi sobie poradzić?
To są zupełnie inne pytania niż:
„Co zrobić, żeby poczuć się lepiej?”
W tej różnicy zaczyna się dla mnie świadomy ruch - nie jako kolejny sposób na kontrolowanie siebie, ale jako sposób na usłyszenie siebie. Ciało nie jest maszyną, której wystarczy dostarczyć odpowiednich substancji, żeby wyświetliło komunikat:
SZCZĘŚCIE: 100%.
Ciało jest miejscem, w którym przeżywamy całe swoje życie. I najlepsze, co możemy dla niego zrobić, to nie próbować go natychmiast naprawiać. Tylko przez chwilę posłuchać.